sobota, 21 lipca 2012

Z dziennika (2)


Sobota. Autobus pełen ludzi, gęste powietrze, przedpołudnie. Jadę do pracy (oddychaj). Przystanek Trocka. Zwolniło się miejsce, siadam przy starszym mężczyźnie, ubranym w zielonkawy długi płaszcz.
- To najlepsze miejsce - słyszę po chwili.
- Dlaczego?
- Bo przy mnie - uśmiechnął się.
Rozbawiło mnie to bardzo, na chwilę zapomniałem o swoich dolegliwościach (oddychaj spokojnie i powoli).
- Wie pan - kontynuował - w dzisiejszych czasach ludzie już tak nie żartują... mało jest dowcipów, które nie obrażają...
Siedziałem obok niego, kiwałem głową. Skupiony byłem na gęstym, gorącym powietrzu w blaszanym autobusie, na uczuciu duszności, które od środowej nocy nie daje mi spokoju (zapomniałeś tabletek, ale nie myśl o tym, oddychaj).
- Mam siedemdziesiąt pięć lat i jestem wdowcem - mówił  - byłem na wojnie w Libii, żeby pan wiedział co tam się działo (...) u nas to tylko złodzieje i prostytutki, a tam? kojarzy pan bazarek, takie domki jak działkowe, na Bródnie?
- Kojarzę.
- Araby mieli taki sam bazarek, sprzedawali tam złoto, mogli spać i nikt nigdy niczego im nie ukradł... a tutaj? wyobraża pan sobie to u nas? od razu by go okradli... tam jest inna kultura... jak ukradniesz, nie żyjesz... i to jest w porządku... (...) na wojnie byli chłopcy w pana wieku lub trochę starsi, spuszczali ich w trumnach do ciemnych dołów... mieli całe życie przed sobą, zbyt beztroscy, choroba ich złapała, stąd tyle trumien...
(oddychaj, właśnie tak, spokojnie)
- Trzeba zrobić zakupki - opowiadał dalej - a wieczorem mecz... Barcelona i ktoś tam... jakaś silna drużyna... ale pewnie Barcelona wygra, kto wie. Teraz sam robię zakupy, ale mam wnuczka, lubię go... jak był mały zawsze pytałem go jak coś zrobić. On mi tłumaczył, a ja robiłem. Potem biegł do babci i mówił "Babciu, jaki ten dziadek głupi jest, nic nie wie. O wszystko mnie pyta". A ja go pytałem, mimo że znałem odpowiedzi... dzieci są szczere i zawsze mówią prawdę... wolę małe dzieci, u starszych nie wiesz, kiedy mówią prawdę i czy w ogóle mówią prawdę...
Autobus dojechał do celu.
- Życzę panu wszystkiego dobrego - rzekł starszy mężczyzna.
- Wzajemnie - odpowiadam poruszony jego historią, którą kodowałem zbyt wybiórczo by pozwolić sobie na bardziej wnikliwy komentarz.
- Życzę panu wspaniałej żony - uśmiechnął się znowu. - I żeby pana nie biła!

28.05.2011

2 komentarze:

  1. Krzysztofie a czy Twoja zona Cie mogla uderzyc, jesli tak to za co?

    ta-ta

    jd

    OdpowiedzUsuń