poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Z dziennika (4)

Po północy w Wilnie jest bardzo gorąco. Na lotnisku, które przypomina przedwojenne rosyjskie dworce, nie ma zbyt wielu podróżnych. Ciszę przerywa szum odrzutowców, litewskie frazy, euforia pasażerów wylewających się z samolotu. Po zameldowaniu kilka godzin odpoczynku. Z uchylonego okna dobiega stukot plastikowych kółeczek walizek przejeżdżających po kostce brukowej. W ich rytmie zasypiam.

Z Ryszardem Soroko, 28.11.2008
Na Wileńszczyźnie wspominam ś. p. Ryszarda Soroko. Był moim przyjacielem. Łączył w sobie wiele sylwetek: starosty, organizatora festiwalu muzyki kresowej w Mrągowie, bezinteresownego animatora kultury. Nasze spotkanie było dziełem przypadku – pracowałem jako kelner w ośrodku rządowym. Tamtego dnia stałem za barem, obsługując bankiet dla polityków Warmii i Mazur. Późnym wieczorem drinka zamówił starszy, siwy mężczyzna. Do tej pory trudno mi przywołać wszystkie jego cechy: śmiałe poczucie humoru, życzliwość, elokwencję. To wszystko zamknięte w przeraźliwie smutnych oczach, których koloru już nie pamiętam. Narzekał na sztuczność eventów takich jak ten, pytał, co robię w życiu, mówił o sobie. Powiedziałem mu o swoich fascynacjach sztuką.

Nasz dialog stał się początkiem przyjaźni. Ryszard postanowił zakupić ode mnie obraz. Pamiętam jak dzisiaj: pytałem go, czy zna ludzi mogących mi polecić podręczniki do sztuki, z których mógłbym nabyć podstaw rysunku. Jak tylko otrzymał obraz, zaprezentował go Piotrowi Dondajewskiemu, prezesowi ZPAP w Olsztynie. On stwierdził krótko: „coś w tym chłopaku jest, trzeba mu pomóc”. Niedługo później nabierałem już pierwszego szlifu w Policealnym Studium Plastycznym Rzemiosł Artystycznych w Rzepczynie, do którego skierowali mnie Dondajewski i Soroko.

Skończyłem szkołę wyłącznie dzięki tym, którzy we mnie wierzyli. A było ich niewielu. Moim podziękowaniem miała stać się wystawa powstającej w tym czasie grupy Artpub. W listopadzie 2008 roku w olsztyńskiej galerii ZPAP zorganizowałem wernisaż. Podczas spotkania zabrał głos Ryszard. Mówił z niemałym wzruszeniem o dostrzeganym przez siebie rozwoju, o różnicy między mną z tego czasu a „zahukanym chłopcem” sprzed czterech lat. Nie tylko z tego powodu wernisaż okazał się wyjątkowy – była to jedyna wystawa, w której uczestniczyli moi rodzice.
Pożegnanie 2009

Ryszard odszedł pół roku później. Na miesiąc przed śmiercią zadzwonił do mnie, gdy postęp choroby był znaczący. Miałem wrażenie, że już mnie nie słuchał. Ton jego głosu stał się wyciszony, a wręcz ledwie słyszalny. Dopiero potem zrozumiałem, że było to pożegnanie. O śmierci Ryszarda pierwsza poinformowała mnie mama. Informację podało Radio Olsztyn. Później otrzymałem list od Piotra Dondajewskiego o wstępnej dacie pogrzebu – 30 maja 2009 roku, około południa, cmentarz w Mrągowie. Ceremonię poprowadził duchowny akademicki, muzykolog z UKSW, który - po zakończonym obrzędzie – zbliżył się do mnie i podziękował za obecność: „Dziękuję, że przyjechałeś. To było dla niego ważne”.

Po powrocie nie mogłem poradzić sobie z pustką i nieobecnością. Dlatego narysowałem Pożegnanie – może tak usiłowałem ukryć ból po utracie. Ilekroć oglądam ten rysunek-kamuflaż, przywołuję wspomnienia o Ryszardzie – osobie wyjątkowej, która pomogła mi odnaleźć własną drogę.

Nazajutrz opuszczamy Wilno, stukot plastikowych kółeczek i niewielki hotelik naprzeciw terminala. Ruszamy w kierunku Gołdapi, mijamy barwne miejscowości, których nazwy kończą się na „-iszki”, „-iki”. George podąży szlakiem pejzaży swojego dzieciństwa. Mnie czeka spotkanie z Karolem Samselem i kilkudniowe „twórcze wariacje”.

2 komentarze:

  1. Już po pierwszych naszych dyskusjach wiele lat temu, wiedziałem, że masz dar do przyciągania do siebie ciekawych ludzi. Potwierdza to ten wpis. Oczywiście czasem pojawiają się tacy, co wibrują w negatywnych tonach, ale oni szybko znikają.
    Cieszę się, że piszesz. To pisanie wydaje mi się bardziej dojrzałe niż na starym blogu ;-) Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto jak kto, ale to Ty jesteś jak magnez, jak się słucha Twoich opowieści z podróży... to jest dopiero inspiracja :-)
      pozdrowienia :)

      Usuń