czwartek, 23 sierpnia 2012

Z dziennika (7)

Autoportret tragikomiczny Andrzej Olczyk
linoryt, 50x40,5cm

1

Jeśli miałbym napisać, czyje prace wywarły na mnie największe wrażenie i zostawiły ślad najtrwalszy, wymieniłbym niewątpliwie linoryty Andrzeja Olczyka. Poznaliśmy się w czerwcu 2007 roku na jednym z portali artystycznych. Nie mogłem wtedy uwierzyć, że ludzka ręka jest w stanie ciąć w ten sposób linoleum. Przyglądałem się grafikom godzinami, analizując kontur za konturem. Wydawało się, że nie ma tam przypadkowości, że każda kreska jest na właściwym miejscu, starannie przemyślana i wyważona. Poza niezwykłością warsztatu czułem, że łączy mnie z Andrzejem coś więcej, coś nieuchwytnego w definicjach: ta sama potrzeba tworzenia, podobna emocjonalność.

Przyznaję – kopiowałem jego linoryty. Chciałem poznać każdy ich fragment, a zwłaszcza odcienie szarości, na które szczególnie wyczuliłem oko. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że tak głęboka podróż stworzyła podwaliny mojego stylu, w tamtym czasie – jeszcze niekompletnego. Odkrycie Andrzeja było dostrzeżeniem światła w ciemnościach, znalezieniem drogowskazu, którym musiałem podążyć.

– W domu z dzieciństwa pachniało olejem lnianym i terpentyną – zwierzał się Andrzej – gdy miałem 12 lat, trafiły mi w ręce Zwierzęta z mojego szkicownika Sokołowskiego i natychmiast postanowiłem zostać jak on rysującym ornitologiem. Rysowałem bardzo dużo, a jedynym tematem były zwierzęta: hodowane papugi, owady, traszki. Potem w szkicowniku pojawili się ludzie, a także przedmioty. Z czasem zauważyłem, że w trakcie rysowania odkrywam świat nowy i niewidzialny. Był coraz bliżej, jednak zawsze w końcu wymykał się, a co gorsza – rozrastał.

Andrzej od dziecka fascynował się naturą. Po dzieciństwie spędzonym w okolicach hut, kopalń, w szarościach i brudnych fioletach, przeprowadził się z rodzicami na wieś. Tam nastąpiła eksplozja radości. Spacerował po lesie, zatrzymywał się, widząc wykroty. Fotografował je. Widział w nich "miejsca, w których zaczyna się nowe życie", nazywał "wściekłą przyrodą, w której wszystko zostało napięte, naprężone". Miał prawdopodobnie siedem albo osiem lat, gdy ojciec zabrał go do lasu. Wycinali z wykrotów najładniejsze korzonki, które potem oczyszczali z kory, lakierowali i naklejali na podstawki jako miniaturowe imitacje drzew. 

– Ojciec sprzedawał je w cepelii, wtedy zaczęliśmy mieć pieniądze. Chwalił mnie, że wybierałem najładniejsze korzonki. Moje wykroty w grafikach nie były świadome tego wspomnienia – wyznawał – jednak coś mnie do nich ciągnęło i tak stały się głównym tematem linorytów.

Dzieło Andrzeja rozszarpało mnie, stałem się jego więźniem. Ruszyłem w podróż bez powrotu. Dryfowałem w morzu szarości i refleksów, przemierzałem wykroty, ślady, planety i czułem pustkę, która była mi dziwnie bliska – pełna mądrości, pokory nad światem. Stała się moim azylem i wewnętrzną udręką. Przeglądałem się w niej. 

Droga Andrzej Olczyk
linoryt, 58x52cm
2

Po wspólnej wystawie w warszawskim „Autografie” wszystkie prace Olczyka trafiły do mojego trzynastometrowego pokoju na Ursusie. Przez rok żyłem obok nich. Dostrzegałem fascynacje Gielniakiem, a także Dürerem i wspominałem słowa Andrzeja o jeźdźcach Apokalipsy: „Linearyzm Dürera jest cudowny w połączeniu z barwnością pierwszego planu”. 

Koleiny Andrzej Olczyk
linoryt, 50x40cm
Rozprawialiśmy, jak ważna w naszym życiu jest muzyka, opowiadałem mu o swojej przygodzie w zespole rockowym. U niego stawała się tłem stopniowo nabierającym znaczenia pierwszego planu, zwłaszcza – klasyczna. Koleiny powstawały do I symfonii Brahmsa: „Wtedy jej nie rozumiałem, była dla mnie za trudna”.

– Świadomość tego, jak dźwięk wpływa na tworzenie, pozwoliła mi wykorzystywać siłę muzyki – wyjaśniał Andrzej – kiedy słucham Szostakowicza, on prowadzi mi rękę, wiem jak rysować, to rzecz niezwykła. W podobny sposób powstały Późne kwartety Beethovena – dodawał po chwili.

Całe życie wykonywał dużo zamówień, malował głównie po to, by zdobyć pieniądze na dom. Mało było obrazów, które mógł zrobić tylko dla siebie, a nawet i te były skażone myślą, by je sprzedać. Ostatnie płótna są już bardzo osobiste. Warsztat staje się w nich narzędziem wydobytym poza naturę. Andrzej uważa, że tworzymy bezwarunkowo – choćby po to, „aby uzewnętrznić pokłady własnych emocji”.

– Jeśli tworzymy z myślą o kimkolwiek innym, uprawiamy rzemiosło – ocenia jasno i z rozmysłem.

Oni Andrzej Olczyk
olej na płótnie, 72x58cm

Kontakt II Andrzej Olczyk
olej na płótnie, 71x61cm
Ze struną a Andrzej Olczyk
olej na płótnie, 50x40cm
Kontakt Andrzej Olczyk
olej na płótnie, 71x53cm
Obietnica Andrzej Olczyk
olej na płótnie, 80x64,5cm

Wykroty I Andrzej Olczyk
linoryt, 45x34cm
Dźwięki violi da gamba Andrzej Olczyk
linoryt 38,5x30cm
Późne kwartety Beethowena II Andrzej Olczyk
linoryt, 20x16cm
Kamień Andrzej Olczyk
linoryt, 46x34cm
Wykroty III Andrzej Olczyk
linoryt 35x30cm
Planety Andrzej Olczyk
linoryt, 35,5x27cm

18 komentarzy:

  1. 'kontakt' czy 'oni'. naprawdę. wyczuwam chyba magritte'a. tak mi się kojarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Oni" Magritte jest prawie namacalny Talat :)

      Usuń
  2. Bardzo dobre prace i ciekawy tekst. Dziękuję, postaram się zgłębic zagadnienie, bo warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marku! Polecam całą galerię Andrzeja :) jest naprawdę imponująca :-)
      Pozdrowienia

      Usuń
  3. Serdecznie dziękuje Krzychu!...nie wiem co mam powiedzieć. Odsłoniłeś kawałek "mnie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się podoba Andrzeju! :)

      Usuń
  4. świetny tekst... czyżby kolejny Twój talent... pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Piotrze! :)
      dzienniki pisałem od 2003 roku, ale teraz zabrałem się za to na poważnie :)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  5. Podoba mi się bardzo!!!!...zapraszam Cię wieczorem na super browara!..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że wpadnę ;) teleportuję się łączem i zaistnieję w Twoich słuchawkach od skype'a :D

      Usuń
  6. Niesamowite prace! ogromny pokłon w stronę Andrzeja!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś chłopie wyjątkowy...... przeczytałam bloga od deski do deski..... chciałabym wracać jeśli pozwolisz...... Panu Andrzejowi życzę sukcesów..... cieszę się, że tu trafiłam.....

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powoli zaczynam rozumieć, co mnie przyciąga na Twój blog. To dobry znak, bo to znaczy, że jeszcze wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Andrzej mnie fascynuje odkąd zobaczyłem jego prace niesamowity warsztat
    i twórczość skłaniająca do refleksji , przede wszystkim w grafikach
    w malarstwie obłędna technika super realizm! zawsze podziwiam
    jak też i skromność Andrzeja..................ale tacy są właśnie na prawdę wielcy artyści :)
    pozdrawiam
    Rafał

    OdpowiedzUsuń