niedziela, 14 października 2012

Z dziennika (10)




Pewnego lipcowego popołudnia Vincent zaproponował, że udostępni mi witrynę kwiaciarni. Na tydzień miały w niej zawisnąć moje rysunki, a ja miałem żywić nadzieję, że może choć jeden znajdzie kupca.
– Krisztof, nigdy nie wiesz, kto się zatrzyma i zobaczy Twoje prace – namawiał mnie Alan, chwaląc przy tym ideę wystawy. Miesiąc po wystawie w „Dillon's Florist”, do kwiaciarni weszła starsza kobieta i zapytała o moje rysunki. Zaproponowała udział w wernisażu, który miał odbyć się jeszcze we wrześniu – w gronie pisarzy i plastyków z Charleville.

– Nie istnieje większy ból niż śmierć dziecka przed rodzicem – tymi słowami kobieta o krótko ściętych blond włosach i imieniu Margaret rozpoczęła część literacką „Multi Art Form”, wieczoru zorganizowanego w ramach Kulturalnych Nocy County Cork. Spotkanie w kościółku protestanckim zmienionym w bibliotekę miało umożliwić nie tylko wystawę prac artystów lokalnych, lecz przede wszystkim – premierę zbioru poezji i prozy na temat samobójstw, Windows Of Words, przygotowanego przez Charleville Writers’ Group. Jedynie w zeszłym roku odnotowano w Irlandii aż 670 przypadków takich śmierci.

– Ludzie, którzy postanawiają siebie zabić, nie chcą tak naprawdę umrzeć – mówił przewodniczący stowarzyszenia na rzecz przeciwdziałania samobójstwom – usiłują uciec przed kłopotami, przed ciężarem, jakiego nie mogą udźwignąć, przed bólem, jaki sprawił im któryś z najbliższych. Samobójstwo – wyjaśniał również – jest lekiem na ich chorobę psychiczną, a nie – wolą lub pragnieniem przerwania w ten sposób bólu. Przemawiający mężczyzna pochwalił działania stowarzyszenia artystów lokalnych w Charleville, wskazując na to, że uczestnictwo w warsztatach tej grupy wypełnia czas wolny i umożliwia twórcze dowartościowanie.

Zawsze ceniłem lokalne inicjatywy. Wychowałem się w Olsztynku, gdzie dom kultury działał w sposób najlepszy z możliwych. MGOK był nie tylko moim drugim domem, lecz także – szansą wyrwania się z egzystencji: monotonnej i przewidywalnej, jaką oferowało małe miasteczko. Przypadek sprawił, że grupa dzieciaków grających codziennie w piłkę podwórkową, została zaciągnięta do szkółki gry na gitarze, którą szybko przekształcono w dziecięcy zespół muzyczny. Każdemu z nas dobrano odpowiedni instrument i zaczęliśmy uczyć się gry. Od kuchni. Dostałem keyboard, a z czasem, kiedy okazało się, że potrafię wydobywać z siebie dźwięki, ćwiczyłem także śpiew. Podczas ośmiu lat wspólnego muzykowania zagraliśmy ponad dwieście koncertów w różnych miejscach w Polsce, a nawet w Niemczech, poznaliśmy mnóstwo wspaniałych osób, które przepełnione pasją, z niebywałą energią realizowały swoje marzenia. Wspólne ogniska muzyczne, wielogodzinne próby przed imprezami, wieczory wigilijne sprawiły, że byliśmy jedną wielką rodziną.

Dziś uświadomiłem sobie, jak bardzo brakuje mi tamtych czasów, a szczególnie – tamtego uczucia napędzającego serce, gdy wychodziło się na scenę przed publiczność; tremy i energii tuż po pierwszych taktach. Nie sposób jej opisać, zwłaszcza że nigdy potem już jej nie doświadczyłem. W rysunku tworzyłem własne historie i światy, muzyka pozwalała je przełamywać w geście przezwyciężającym nieśmiałość. Była mi bliższa, bardziej bezpośrednia, realnie istniejąca. Potem dowiedziałem się, że moja matka śpiewała w chórze kościelnym przez osiem lat, a ojciec grał na basie w zespole przez lat pięć. Może dlatego czułem się między dźwiękami świetnie. Niełatwo przecież przekazywałem emocje dalej, trenowałem się w powściągliwości.

„Mimo niespodziewanie młodego wieku członków grupy zespół zyskał pozytywną opinię w warmińsko-mazurskim światku muzycznym. Nieuchronną konsekwencją tego były dziesiątki koncertów, zwycięstwa na festiwalach i nagrania dla TVP" - przeczytałem dzisiaj na temat grupy w opisie na myspace'ie, należącym do naszego bębniarza.

Minęło już ponad siedem lat, odkąd wyprowadziłem się z rodzinnego miasteczka w poszukiwaniu pracy i przestrzeni. Za każdym razem, kiedy widzę gdzieś w knajpach fortepian, przypominam sobie dzieciństwo. Coroner miał rację: „Można odejść od swoich bliskich, zaakceptować koniec istnienia, można pożegnać się z życiem, ale najciężej jest pożegnać się z muzyką”. Niestety palce na czarnobiałej klawiaturze, sztywne jak posąg, chłodzą i uspokajają nerwowe marzenie o grze.

14 komentarzy:

  1. Z tego płynie wniosek, iż puki życia starczy trzeba robić to co kochamy..
    Bo inaczej to co kochamy będzie robić nas..
    Ostatnio uległam pewnej tezie, iż porywa nas to i zawłaszcza sobie całkowicie i na zawsze.. od tego nie ma odwrotu ani ucieczki..
    Po cóż się więc żegnać..?
    Co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu z graniem na instrumentach jest tak, że jeśli nie ćwiczysz, to wszystko czego się człowiek nauczył gdzieś przepada... U mnie przepadło. Niedawno próbowałem coś zagrać na fortepianie i nie potrafię. Dlatego nie chcę się łudzić, że może jeszcze kiedyś zacznę grać, wolę kontemplować muzykę. Czasami pośpiewam, ale i głos już nie ten ;-)

      Usuń
    2. Krzysiu
      myślałam że to jak z jazdą na rowerze -coś czego się nie zapomina :-p ale nie wiem bo nigdy nie grałam...
      Jeśli mocno tęsknisz -zawsze możesz zacząć ćwiczyć jeszcze raz..
      Ja w taki sposób wróciłam do Poezji -choć zaszokowałam się ile jeszcze nie umiem..
      Takie to moje prostoduszne myślenie -zacząć jeszcze raz -bo tego pragnęłam.. i wiesz..? Nie czuję się jakbym uczyła się jeszcze raz tego samego.. Czuję się jakbym rodziła się od nowa..
      Pisanie to nie to samo co granie -wszak to inna dziedzina... ale zawsze można wrócić... :-)
      Dziś Twoją domeną są Twoje rysunki -ale (tak jak pisałam w mailach) mam nadzieję że i słowo się stanie :-)

      Pozdrawiam Ciebie Cieplutko Artysto Wibrujący :-)

      Usuń
    3. Elu zamierzam nauczyć się grać na gitarze, ale to może za jakiś czas, co prawda parę chwytów już znam, ale chcę nauczyć się więcej by komponować piosenki w przyszłości :)
      Powroty są zawsze trudne, dlatego cieszę się, że wróciłaś do poezji, czytałem już fragmenty na mailu i mi się podobały :) Co do moich słów to raczej traktuję pisanie jak hobby, większą energię skupiam na rysowaniu, ale kto wie co będzie za lat kilka :)))

      Usuń
  2. Cztery sciany zycia

    Wszyszystko jest wazne
    wszystko ma znaczenie
    wiec nie z przpadku
    pory roku w oknie
    w ramach witrazy
    kolory zamkniete
    i w barwach nocy
    uwieziony czas
    w niemym pokoju
    na kartce
    pomiedzy
    wierszami bolu
    i pragnieniem slow

    przywolac cisze
    i to co nieznane
    gdy wiecej wazy
    tylko przeznaczenie
    co sie nie zdarzy
    zjawilo sie w snach
    co nienazwane
    wyrasta wprost z nas

    wjp( przepraszam za brak polskich znakow)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztofie! Nie umie sie madrzyc wiec wybralem taka forme komentarza. Pozdrawiam. wjp

      Usuń
    2. Wojciechu nie przejmuj się polskimi znakami :) Dziękuję za komentarz, będę do niego wracał :-) Pozdrawiam

      Usuń
  3. To były na prawdę niezapomniane czasy dla nas wszystkich. Bez tych pierwszych koncertów i całej tej atmosfery żył bym teraz zupełnie w innej bajce. Musimy się kiedyś spotkać, wygrzebać stare materiały wszyscy, razem i powspominać! Kawał naszej małej lokalnej historii! Pozdrawiam!

    P.S Yamaha DX 11 jest ciągle na chodzie:)
    ROMEK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romek to prawda :) Ja zupełnie nie wyobrażam sobie tego, jak upłynęłoby moje dzieciństwo gdyby nie nasz band :) Za 2 tygodnie będę w Polsce i będę także w Olsztynku, chciałbym wygrzebać stare zdjęcia z koncertów, zeskanować wrzucić choć jedno tutaj, albo na moją stronę :)))
      Mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy :-)
      Będę dzwonił :)

      Usuń
  4. Krzysiu...
    Nieśmiałą prośbę mam..
    Bo ja coraz bardziej bym chciała..
    W sumie dawno chciałam...
    No nie wiem ... jak powiesz nie - to zrozumiem :-)
    *duka* ee..
    Chciałabym żebyś okładkę mi narysował do debiutu...
    *spuszcza powietrze* uff...
    Wydukałam :-)
    Co o tym sądzisz?
    PS.: a o Ostrołękę zahaczysz? :-)
    Pozdrawiam Ciepło

    OdpowiedzUsuń
  5. Muzyka.....Ona jest w Nas..z głebi duszy płyną dzwięki dodane do Twoich prac..to przystań koło której nie przechodzi się obojętnie..to chwile które na zawsze pozostają w pamięci ..

    OdpowiedzUsuń