czwartek, 22 listopada 2012

Z dziennika (11)


3:33 – Przystanek Meissnera. Wracam do miejsca, które na czas pobytu w Polsce stało się moim domem. Czeka tam na mnie pokój na pierwszym piętrze, z wielkim łożem okrytym jasną tkaniną, którą przyozdabiają dwa miękkie romby z portretami malowanych czworonogów. Dom został ukryty między wysokimi drzewami rzucającymi latem łagodny cień na gorące ściany, chroniącymi dojrzewający ogród. Tymczasem do siedemdziesiątki dwójki na przystanku Meissnera – późną jesienią – wchodzi pijany mężczyzna, zatacza łuk i siada obok mnie na pustym fotelu. Uzbrojony w otwartą butelkę wódki, poddaje się po chwili usypiającemu działaniu ogrzewania pojazdu. Kilka przystanków dalej jego broń wypadnie mu z ręki, rozsypie się na tysiące kawałków, a on upadnie na podłogę i zaśnie w kałuży alkoholu. Na nikim nie zrobi to większego wrażenia, a ja przypomnę sobie podobne migawki z zeszłorocznych wędrówek.

Dokładnie dwanaście godzin wcześniej – w sobotnie popołudnie – stałem w środku ogrodu ogołoconego z zieleni. W miejscu, w którym konary drzew zesztywniały niejako w połowie gestu, miała miejsce rozmowa wyczekiwana od lat. Nieprzygotowany, sparaliżowany nagłymi uderzeniami pamięci, z roztapiającym się telefonem w dłoni – próbowałem zrozumieć, kim jest ten, który pozostał i gdzie jest ten, którego już we mnie nie ma. Dlaczego widząc pusty ogród, dostrzegam siebie rzuconego na pastwę zimnych pór roku? Dlaczego w ulubionej knajpie na Wilczej zamiast cieszyć się z powrotu do utartych szlaków, będę rozliczał siebie z czterech lat milczenia i defektu pamięci? Gdzieś między to wszystko wkrada się ulga skrajnego niemal wyczerpania – nieproszona tu przez nikogo.

„Dokąd dopłyniesz gdy udasz się w głąb zapomnianych fragmentów emocji? Czy można rozróżnić wyidealizowane przez umysł wspomnienia od faktycznie zaistniałych?" napisze pewien młody rysownik pod rysunkiem "Konwersacje po północy", tuż po wyemigrowaniu na zieloną wyspę. "Człowiek tak tęskni za tym co było, że w pewnym momencie przestaje żyć teraźniejszością, zaś na nowo przeżywa przeszłość”.

Obiecałem ci kiedyś, że zapomnę o przystani, marznące dłonie wyprostuję latem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zderzenie okaże się łatwiejsze niż przypuszczam. Nadmiar nieudanych szkiców – po prostu – pougniatał ogień.