wtorek, 26 lutego 2013

Z dziennika (14)


Zawsze jestem jakby w półśnie. Na zewnątrz niewiele widać. Czasem tylko dłonie zdradzają palący ogień środka, drogę pełną pęknięć i światło, które trawi najmocniej. Kiedy otwieram drzwi - reszta nadal wije się w pędzie, który pozostawia mnie obojętnym. Moje ciało jest rumowiskiem, wytrawionym i odbarwionym blejtramem, porzuconą, znieruchomiałą rzeźbą. Ale utkwił w nim kosmos, jest swoją własną mapą, drogą znaczoną do wewnątrz, panoramą galaktyk. Jeśli zajrzeć pod skórę, odsłoni neuryty świecące w półmroku. Latarnie, żyłki świetlne, przewody aksonów. Są wyprawy, z których trudno wrócić i wyprawy, z których się nie wraca. Nieodwiedzane miejsca zarastają trującą skorupą, a dotarcie do źródła wspomnienia okazuje się możliwe, tylko jeśli trucizna przesiąknie przez wyciągniętą rękę, prześwietli i wchłonie wszystkie linie papilarne.

1 komentarz:

  1. Są też podróże po których trudno budować cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń