czwartek, 20 czerwca 2013

Z dziennika (19)


- Jest pewne miasto na L. Dotarłem tam, aby spotkać Tego Który Był Ojcem - jego żona mnie nie zauważyła, on tłumaczył się brakiem czasu. Dzień pierwszy. Drugiego stałem nad zamarzniętym jeziorem – Ten Który Był Ojcem miał zwyczaj wokół niego spacerować. Nie pojawił się, więc zapukałem do drzwi i powiedziałem: moja nadzieja dopala się dzisiaj, a ja daję rzeczom spłonąć do końca. Dzień trzeci: Ten Który Był Ojcem odnalazł mnie w wynajętym pokoju. Odeszliśmy: z kontenera wydobyłem czapkę, której nie założyłem: tamten ostrzegał przed nitkami włosów wplątanych w materiał.

– Dusza ludzka nie zna granic, wędrują także dusze żywych. To próba uspokojenia Ciebie. Trzy dni – zauważ: w miejscu, które znałeś, wyrosło jezioro i nastał czas chłodu. Jest jeszcze dzień trzeci - nikt nie wie, kiedy nastąpi - ciepło nie wróci, a on się o Ciebie zatroszczy w inny, niewidoczny sposób. – Ze śniegu suchy piasek. Nikt nie wiedział, jak długo wędrowaliśmy ścieżką.

- Ten Który Był Ojcem będzie Ci towarzyszył w drodze, ostrzeże przed drobiazgiem – założeniem czapki, a jednak ciepło wróci, kiedy on - on, a nie Ty - okaże Ci wyrozumiałość. Piasek to spokój, który Cię ogarnie, a sen to wiersz. Dusze mówią do siebie w języku poezji.

2 komentarze:

  1. Elżbieta Eliza Lipska21 czerwca 2013 09:53

    Dusze też cierpią w języku poezji..

    OdpowiedzUsuń