sobota, 29 czerwca 2013

Z dziennika (20)


Jak boje unoszące się na falach.
/José Ortega y Gasset/


W cyrkach zawsze zbiera się duży tłum. Zachęcony kolorowymi plakatami wlecze się bezmyślnie za czymś bliżej nieokreślonym. Radosny, wyprany z refleksji, karmiący się opium stwarzanym przez światło, a co gorsze – naiwnie ufający w jego realność. Pomiędzy lasem oklasków a wpatrywaniem się w cyrkową rozrywkę nikt nie zastanawia się nad kunsztem najtańszego dowcipu klauna i nad tym, czy aby nie został on właśnie wymierzony w nas. Ale cóż po klaunie, skoro jego prostacki strój i makijaż nie okażą się tak wykwintne jak stroje towarzyszy: efektownych akrobatów, iluzjonistów, władców zwierząt? Wszyscy podążyli za mistycznym wodzirejem, nie wiedząc, że prowadzi własną krucjatę, tymczasem otoczył on swoim ramieniem najbardziej nieświadomych, których – jak wierzył – mógłby ukształtować. Wyhodować całą plantację roślin tych samych wielkości, co inne, ubezwłasnowolniać, stwarzać rzeszę, bawić się w boga: taki był jego cel. Zepchnięte na margines, niszczone w zarodku – istoty, które odważyły się przeciwstawić – otwierają oczy, zrzucają skóry. Za chwilę staną się silniejsze, niż ktokolwiek mógłby o nich wcześniej przypuszczać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz