niedziela, 28 lipca 2013

Z dziennika (21)

Trzecia piętnaście, 2009
Na jednym z portali znalazłem wypowiedź: "Najbardziej interesujący jest dla mnie człowiek, jego wewnętrzne procesy, te o których mówi i te, których nie ujawnia".  Czy zdanie to można potraktować jako twórcze motto?

Tak, i to bardzo dosłownie. Co więcej, w ciągu czterech lat, od których to motto powstało, nastąpił znaczący progres - zarówno osobisty, jak i artystyczny. Wszystko zapoczątkowała obserwacja - podczas wielogodzinnych podróży, żmudnego przemieszczania z miejsca na miejsce, wewnątrz prozy życia. Obserwowałem ludzkie twarze, każda napotkana rozbudzała we mnie wyobraźnię. Najbardziej oryginalna, interesująca, odstająca od przyjętych kanonów piękna pochłaniała mnie najdłużej. Kreowałem życiorysy ludzi, rysując. W końcu nadchodziły momenty wyswobodzenia się wizji ludzkiego życia. Często zastanawiałem się, co było treścią przeżyć portretowanych przeze mnie osób, co - niewidoczne, abstrakcyjne, osobiste - zostało ukryte pod warstwą tkanki. Była to także ucieczka przed monotonią, przewidywalnością bytu. Z lęku przed jednostajnością kreowałem życiorysy obcych. W sieci wyszukiwałem zdjęcia ludzi ulicy, gdyż łączyło mnie z nimi poczucie nieokreślonej, wewnętrznej bezdomności. Brak domu był wtedy tematem szczególnie mi bliskim, sam poszukiwałem swojej przystani. Dziś już - interesuje mnie człowiek jako figura losu. Wcześniej byłem bardziej skupiony na sobie i na próbach wyswobodzenia siebie poprzez rysunek. Teraz, gdy wiele dało się uporządkować, mogę spojrzeć na człowieka nie przez pryzmat własnych doświadczeń, ale w szerszym, egzystencjalnym kontekście.

Na ile udaje się – poprzez własną sztukę – przełożyć na papier emocje, jakie towarzyszą  w codziennym bytowaniu?

Chodzi o jedno: jak najwierniej zapisać moment tąpnięcia, który na pozór wydaje się cząstką dnia codziennego, ale oddziałującą najsilniej i najsilniej skondensowaną. Nie jest jednak możliwe oddanie całkowite. To właśnie dylemat związany z odzwierciedlaniem emocji. Muszę przyznać, że nigdy nie oddałem w pełni wielobarwności dotykających mnie przeżyć, wypowiadałem się zaledwie ułamkiem swoich ekspresji - nie mogąc w pełni uwzględnić własnej empatii i całego wachlarzu ról, w których dane mi było występować.

c.d.n.

2 komentarze:

  1. Rozumiem o czym mówisz. Niewielka emocja, która świeci jaśniej niż pozostałe nawet, jeżeli nie znaczy niczego istotnego. Obrasta w środku w słowa, linie, przyjemności, które później zaczynają straszyć, że znikną bezpowrotnie, jeżeli nie wypuści się ich na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanowił mnie ten cytat: "Na jednym z portali znalazłem wypowiedź: "Najbardziej interesujący jest dla mnie człowiek, jego wewnętrzne procesy, te o których mówi i te, których nie ujawnia". Czy zdanie to można potraktować jako twórcze motto?" Jak daleko można się posunąć, by nie był to ekshibicjonizm? Jak daleko można się posunąć by ciekawość, twórczy rozwój nie był punktem wyjścia do paternalistycznych postaw?

    OdpowiedzUsuń