poniedziałek, 23 września 2013

Z dziennika (23)

Twarz, 2005
Po pierwsze lepka cisza, która skleja usta, pełna napiętych, drgających wiązań, kwitnący w gardle kwiat wchłaniający wdychane powietrze.

Po pierwsze lepka cisza, po drugie niepokój, bezbarwne, strzeliste pęcherze, wypełnione kolorowym, amarantowym gazem, wirujące wokół, aż zajmą najlepsze możliwe miejsce, przebiją powierzchnię aż do jądra. Łapczywe, nieopanowane, okrutne.

Po pierwsze lepka cisza, po drugie niepokój, po trzecie noc - kochanka, sędzia, ofiara, a w niej zryw postaci, ciała zgładzone liniami włosów, noc wypełniona zapachami mężczyzn i kobiet, dysonansami powtórzeń. Uzależniająca, narkotyczna podróż w nieskończoność dotyku, w kalejdoskop doznań, surrealistyczną, filmową sekwencję. Wszystko to, w czym się przeglądasz pełen strachu, mimo to dając się temu wciągnąć i pochłonąć. Euforia. Adrenalina rozciąga nierówności, rozsadza je i ujawnia nowy perspektywiczny rzut. Płoniesz, dając się zdławić szczątkami spalonych fundamentów. Czy – zwierzęcy, utkany wyłącznie z energii - wydasz najczystszy z możliwych dźwięków w chwili, gdy nie ma już granic, konturów ani zwartych brył?

Po pierwsze lepka cisza, po drugie niepokój, po trzecie noc bez granic. Po czwarte droga, wiejska droga wyrzeźbiona ogromem śladów. Droga najmniejszych wyzwoleń. Uwolnić się od spektaklu bezpieczeństwa i spokoju silnych ramion. Od nieuchwytności zapachu, który okazał się niezbędny do przeżycia. Od narkozy, bez której nie było ocalenia, która stała się ocalenia jedynym warunkiem. Przestać wierzyć w opium czasu i hologram ludzkiego ciała.

poniedziałek, 2 września 2013

Z dziennika (22)



Może już za późno na drogi do źródeł – ciało choć inne, tak samo przechodzi w nicość. Spójrz. Ciągle daleko od domu, a jednak wciąż do niego wracam, do zarosłych, porzuconych pokojów, w których – niezależnie od cyklów, pór, przesunięć – życie znalazło rozwiązanie, boli tak samo i tak samo się oddala. Nie wiem, za czym podążał wzrok chłopca. Co jeśli już wtedy – w tej trawiastej, pełnej powietrza tkaninie – poszukiwał ciebie? Czy mógł przypuszczać, że za dekadę wyruszy w najdłuższą wędrówkę, w wyprawę Telemacha? Tymczasem pejzaż pozostaje bardzo spokojny i zagarnia chłopca do siebie.

*
**

Usiłowałem zdjąć wszystkie porcelanowe maski i złożyć je w jednym miejscu. Rozsypywały się na szklisty pył i tworzyły cudem odratowaną mozaikę. W niej było wszystko: niekończąca się naiwność wygłodniałych ptaków, cisza uginających się wierzb, sen o potędze Odysa. Czasem stając przy tobie, czuję się jak mały chłopiec, który wyciąga ufnie rękę, by podążać twoimi śladami i w jednej chwili odzyskać to, czego nie ma w nim, a znalazło się w tobie. Osłonić prześwity. Nie wiem, czy ktoś taki jak ja – wypełniony określonymi kształtami – mógłby okazać się wsparciem. Pozostawię jednak drzwi niedomknięte, ruszę dalej. I tak właśnie kończy się świat, nie hukiem ale skomleniem.