poniedziałek, 2 września 2013

Z dziennika (22)



Może już za późno na drogi do źródeł – ciało choć inne, tak samo przechodzi w nicość. Spójrz. Ciągle daleko od domu, a jednak wciąż do niego wracam, do zarosłych, porzuconych pokojów, w których – niezależnie od cyklów, pór, przesunięć – życie znalazło rozwiązanie, boli tak samo i tak samo się oddala. Nie wiem, za czym podążał wzrok chłopca. Co jeśli już wtedy – w tej trawiastej, pełnej powietrza tkaninie – poszukiwał ciebie? Czy mógł przypuszczać, że za dekadę wyruszy w najdłuższą wędrówkę, w wyprawę Telemacha? Tymczasem pejzaż pozostaje bardzo spokojny i zagarnia chłopca do siebie.

*
**

Usiłowałem zdjąć wszystkie porcelanowe maski i złożyć je w jednym miejscu. Rozsypywały się na szklisty pył i tworzyły cudem odratowaną mozaikę. W niej było wszystko: niekończąca się naiwność wygłodniałych ptaków, cisza uginających się wierzb, sen o potędze Odysa. Czasem stając przy tobie, czuję się jak mały chłopiec, który wyciąga ufnie rękę, by podążać twoimi śladami i w jednej chwili odzyskać to, czego nie ma w nim, a znalazło się w tobie. Osłonić prześwity. Nie wiem, czy ktoś taki jak ja – wypełniony określonymi kształtami – mógłby okazać się wsparciem. Pozostawię jednak drzwi niedomknięte, ruszę dalej. I tak właśnie kończy się świat, nie hukiem ale skomleniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz